Najtrudniejsze decyzje podejmuje się samotnie…

 

blue_sky__red_balloon_by_darkeur-d36v97d

 

fot.  darkeur.deviantart.com

Jakoś ostatnio nie po drodze mi pisanie, chociaż w głowie kłębi się tysiące myśli, chociaż na brak czasu narzekać nie mogę, chociaż samopoczucie co raz lepsze (nie licząc 3 ostatnich dni, bo leje jak z cebra i katar się przyplątał ) Narzekać nie chce bo nie wygląda to dobrze na blogu 😀 ,ostatnio wpadam dość regularnie, do kogoś komu non stop coś nie pasuje, a to pogoda nie taka, a to ludzie, a to niby fajnie, ale zawsze się coś znajdzie. Na Facebooka wchodzić mi się odechciewa, od sobotniego wieczoru, patrzeć nie mogę jak moi znajomi dzielą niesprawdzone informacje, komentują, pokazują się od takiej strony, od jakiej ich nie znałam, i chyba znać nie chcę. Bardzo przykre jest patrzeć na to jak polityka manipuluje ludźmi. Jak skaczą sobie do gardeł, jak pokazują swoje nieznane oblicze i kłócą się o rzeczy na, które na dobrą sprawę nie mają wpływu. Ktoś może sobie pomyśleć po mojej wypowiedzi, że może popieram nowy projekt ustawy Antyaborcyjnej, otóż NIE. Bardzo chciałabym przeczytać oryginał, niestety nie było mi dane go znaleźć w czeluściach internetu. Jedyne co znajduję to przetrawione kawałki na przeróżnych portalach i oryginał z 1997 roku.  Jak dla mnie to stanowczo za mało by zacząć krzyczeć. Wysyłanie wieszaków pani premier, obawiam się niestety, że nie zrobi na niej żadnego wrażenia, bo skoro jest w stanie brnąć ślepo w swoje, to raczej kawałek metalu nie zmieni jej poglądów.

Jestem katolikiem, nie wstydzę się tego i tak jak jest napisane, każdy człowiek ma wolną wolę, i drugi człowiek nie ma prawa odbierać mu tego, bo każdy odpowie za swoje grzechy. Polska jest państwem świeckim, wiara nie powinna w żaden sposób rzutować na prawo stanowione w kraju, bo idąc tym tropem, za 20 lat, pomyśl sobie czy jako katolik chciałbyś podlegać prawom szariatu? Bo skoro jednym się udało to i drudzy rękę wyciągną.

Żyję od 7 lat w kraju protestanckim, to trochę za dużo powiedziane, bo bardziej widzę na każdym kroku, że jedyną cenioną wartością jest pieniądz. Nie drugi człowiek, nie wiara, nie etyka, nie moralność. Lubię obserwować. Ludzi, ich zachowanie, nawyki, nałogi, wzloty i upadki. Analizuję i dochodzę do prostego wniosku, że pomimo tego, że nie podoba mi się ilość pseudo księży w kościele i przez całe moje dotychczasowe życie poznałam może 5 z prawdziwym powołaniem, takich którzy rozumieli i starali się wyjaśnić, bez gróźb i straszenia. Najgorszego chyba miałam okazję tolerować w liceum, po czym okazało się, że jego kapłańskie powołanie było tylko jedną wielką ściemą, tak jak go nie oceniam dziś, bo każdy jest tylko człowiekiem, tak równocześnie uważam, że wiara…  nie kościół, ale wiara, dały mi wiele dobrego, sprawiły,że jestem lepszym człowiekiem, a wartości którymi kieruję się w życiu są dobre i przemyślane. Chciałabym również swoje dziecko wychować w taki sposób, żeby nie musiało sięgać po tabletkę wczesnoporonną, żeby wiedziało co jest w życiu ważne, że wszystko ma swoje konsekwencje i, że warto się zastanowić zanim podejmie się decyzję, bo konsekwencje mogą być długoterminowe i nie koniecznie przyjemne, życie mamy tylko jedno, więc szkoda go marnować na ludzi i chwile, które nic dobrego nie wnoszą. Chciałabym wychować mądrego człowieka, chociaż nie jest powiedziane, że się mi to uda, bo każdy ma wolną wolę i prawo do podejmowania decyzji, szczególnie w Norwegii gdzie dzieci mają trochę większe prawa jak w Polsce.

W Norwegii jest trochę inaczej.  Tutaj ciąża jest uznawana od 12-13 tygodnia, przed upływem pierwszego trymestru, kobieta niestety nie może liczyć na wiele, nie ma czegoś takiego jak leki dostępne od ręki na podtrzymanie ciąży. Pamiętam jak dziś, będąc w 8 tygodniu z Emmą dostałam niewielkiego krwotoku, zadzwoniłam na pogotowie, pani pielęgniarka uprzejmie poinformowała mnie, że jeśli dostanę silnych skurczy i poronię, to mogę przyjechać, jednak w przypadku plamienia i tak odeślą mnie z kwitkiem ze względu na to, że ciąża jest wczesna. Zamówiłam prywatką wizytę u ginekologa na USG, z priorytetem natychmiastowym ( czytaj podwójnie płatne,plus wizyta na następny dzień ponad 24 h  czekania i niepewności). Po jednominutowym ekspresowym badaniu, średnio miła pani stwierdza, że wszystko jest ok, na sekundę włącza dźwięk, żebym mogła posłuchać serca, a następnie bez ceregieli, a tym bardziej jakichkolwiek cennych dla mnie wyjaśnień, kończy badanie i wystawia rachunek. Żyję w kraju w którym ciąża uznawana jest ciążą, dopiero od drugiego trymestru, patrzę na tragedie kobiet, które tak pragną mieć dziecko, które tak bardzo walczą o to aby przetrwać, czasami dramatyczne 13 tygodni, i czasem zastanawiam się, jak to jest możliwe, że w kraju w, którym antykoncepcja jest gratis, a tabletki wczesnoporonne bez recepty, uświadamianie na wysokim poziomie, wszystko inne kuleje. Pierwszy trymestr kobieta jest zdana sama na siebie, gdzie badania prenatalne do 13-tego tygodnia wykonywane są jednie w poliklinice, dostępne dla kobiet po 38 roku życia (prywatnie ginekolodzy nie chcą ich wykonywać młodszym kobietom), w zdrowej ciąży przysługuje tylko jedno USG (jeśli masz szczęście to lekarz rodzinny wypisze skierowanie do ginekologa, wtedy przy jakimś problemie można iść sprawdzić na kasę chorych, ale są to jednostki…)  Nawet zabieg invitro, który jest bezpłatny ( leczenie niepłodności) nie upoważnia do ekstra traktowania. Kobieta jest również zdana na łaskę, niełaskę systemu.

Staram się zobaczyć obydwie strony medalu. Jestem w stanie zrozumieć zarówno jednych i drugich.

W trzech przypadkach jakie dopuszcza dziś prawo nie ma chyba łatwego rozwiązania, a każda decyzja jest zła, jednak, jak dla mnie jest to mniejsze zło i swego rodzaju minimum. Bo jeśli zagrożone jest życie matki, szczerze mówiąc nie byłabym w stanie podjąć decyzji o odebraniu swojej córce mamy, nie potrafiłabym również odebrać choremu dziecku życia, tylko ze strachu, przed tym, że sobie nie poradzę, bo nawet jeśli miałoby żyć 10 minut, bez mózgu czy zdeformowane, chciałabym aby umierało w ramionach ludzi, którzy kochaliby je nad życie pomimo wszystkiego.  Jeśli chodzi o trzecią opcje, dziecka z gwałtu, nie chce nawet o tym myśleć, ale tutaj chyba najbardziej zbliżone jest moje zdanie do zdania śp. ks. Jana, jednego z tych 5 których warto słuchać.

Fragment z książki „Życie na pełnej petardzie”

Jesteśmy świadkami kolejnej gorącej debaty na temat kształtu ustawy antyaborcyjnej. Pada wiele argumentów za i przeciw. Zobacz, co o tej sprawie mówił ksiądz Jan Kaczkowski.

Piotr Żyłka: Dramat aborcji polega na tym, że mamy do czynienia z dwoma osobami, a więc z dwoma godnościami. Czy niezależnie od etapu rozwoju osoby – embrion i człowiek dojrzały – te godności są równe?
Ks. Jan Kaczkowski: Zacznę od wskazania manipulacji, jakiej dopuszczają się zwolennicy aborcji. Twierdzą oni, że katolicka etyka medyczna w sytuacji konfliktu życia matki i płodu zawsze na pierwszym miejscu stawia życie płodu. Nie jest to prawda.
W sytuacji zagrożenia życia podejmowane są starania, by prowadzić ciążę bezpiecznie dla obu osób najdłużej, jak to możliwe. W tym celu działają oddziały patologii ciąży. Krytyczny jest drugi trymestr. Na dalszych etapach dziecko jest już zdolne do samodzielnego życia poza organizmem matki. Minimalna waga urodzeniowa, w czasie kiedy przyszedłem na świat, wynosiła 1000 gramów. Urodziłem się, ważąc 980 gramów, a więc jako żywe poronienie. W późniejszych latach wagę urodzeniową stopniowo zmniejszano, aż zlikwidowano to pojęcie. Obecnie przeżywają dzieci – choć to też pytanie etyczne, w jakiej kondycji przeżywają – urodzone z wagą 380 gramów. Najmniejsze dziecko, o jakim wiem, które się urodziło i rozwija prawidłowo, przyszło na świat w Brazylii, ważąc właśnie 380 gramów.

 

Nie unikajmy tego pytania: gdzie leży granica walki o życie rodzącego się dziecka?
To pytanie powracało do mnie często, kiedy byłem członkiem komisji bioetycznej do spraw odstąpienia od uporczywej terapii dzieci. Czy stosować agresywne metody inwazyjne u dzieci wcześnie urodzonych? Czy nie jest to od razu terapia jatrogenna, czyli powodująca wzmożone cierpienie? Niekiedy dziecko ma nierozwinięte organy wewnętrzne.
Z etycznego punktu widzenia najtrudniejszy, jak już wspominałem, jest drugi trymestr ciąży. Jeśli wówczas dochodzi do konfliktu, to ostateczną decyzję podejmuje lekarz. Wyobraźmy sobie banalny przypadek. Kobieta podczas ciąży ma zapalenie wyrostka. Trzeba ją operować, ponieważ bez operacji z pewnością zginą dwie osoby: matka i dziecko. Często operacja kończy się szczęśliwie dla obu osób. Ale jeśli lekarz nie może uratować dziecka? W sytuacji gdy mieliby umrzeć matka i dziecko, lekarz ratuje życie matki. Przemawiają za tym różne okoliczności: szansa kolejnego zajścia w ciążę, wcześniejsze posiadanie dzieci, dla których kobieta jest matką.
Klasyczna teologia moralna powiedziałaby, że nigdy nie można dokonać aborcji. W jej świetle lekarz musiałby usunąć całą macicę z przydatkami z płodem w środku. Oznaczałoby to, że kobieta nie będzie już płodna. Takie podejście jest obecnie nie tylko archaizmem, ale też faryzeizmem. Medycyna daje nam dzisiaj możliwość operacji oszczędzających, na przykład w przypadku nowotworu macicy w czasie ciąży. Dlatego zastosowałbym tu rozszerzoną metodę podwójnego skutku. Lekarz nie operuje po to, żeby zabić dziecko, czyli nie działa bezpośrednio na rzecz zła, lecz działa, chcąc ratować oboje. I chociaż śmierć dziecka jest od początku prawdopodobna, to w sytuacji, w której nie ma innego wyjścia, jego zabicie nie jest celem. Na tym przykładzie widać, jak ważny jest apel o etycznych lekarzy.
Dodam, że zdarzają się też odwrotne przypadki. Niedawno media donosiły o kobiecie, która w wyniku wypadku straciła życie. Stwierdzono u niej śmierć mózgu. Kobieta była w ciąży. Podtrzymywano więc jej funkcje życiowe. Tym samym ciało kobiety przyjęło funkcję inkubatora dla dziecka. Nie było tu dylematu dotyczącego konfliktu życia i godności, a ciążę w odpowiednim momencie rozwiązano przez cesarskie cięcie.

 

W polskim prawie aborcja jest dopuszczalna w trzech przypadkach. Po pierwsze, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony albo istnieje wysokie prawdopodobieństwo takiego stanu rzeczy.
Absolutnie nie ma z mojej strony zgody na akceptację tego warunku. To, że ktoś jest ciężko chory jeszcze przed urodzeniem, nie odbiera mu prawa do życia.

Dlaczego użył Ksiądz kiedyś sformułowania „eugeniczny faszyzm”?
Ależ to naprawdę jest eugenika! Proszę popatrzeć na społeczeństwa Zachodu. Tam już nie rodzą się dzieci z trisomią 21 chromosomu, czyli z zespołem Downa. Przypadki te diagnozowane są bardzo wcześnie i od razu kwalifikowane do aborcji. Zadaję więc pytanie: co jest ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniem płodu? Brak rączki, nóżki, w ogóle kończyn, deformacja, zajęcza warga, rozszczepienie podniebienia, przepuklina mózgowo-oponowa? Katolicką odpowiedzią na to pytanie jest hospicyjna opieka perinatalna. Zainicjował ją w Polsce docent Dangel w warszawskim hospicjum dla dzieci. Po traumatycznym doświadczeniu rodziców, którzy przez wiele lat starali się o dzieci, a gdy kobieta zaszła w ciążę, okazało się, że dziecko nie będzie miało większych szans na przeżycie, to tam rodzice znajdują odpowiednią opiekę.

 

Niektórzy podkreślają, że taki eugeniczny stosunek do dzieci staje się powszechniejszy ze względu na coraz częściej przeprowadzane badania prenatalne.
Badania prenatalne są dopuszczalne, ponieważ medycyna poszła już tak daleko do przodu, że wykrycie licznych chorób przed narodzeniem dziecka pozwala na przeprowadzenie skomplikowanych operacji (by wspomnieć tylko wewnątrzmaciczne operacje na otwartym sercu płodu). Widoczny staje się w tym kontekście pewien rodzaj schizofrenii medycyny. Ta sama medycyna z jednej strony potrafi dokonywać cudów terapeutycznych, a z drugiej w tym samym czasie, niejako drugą ręką, jest w stanie dybać na powstające życie i je unicestwić. Znów więc wraca pytanie o intencje i standardy etyczne.

Trzeba pamiętać, że badania prenatalne są różne, niektóre bardziej, inne mniej inwazyjne. Niezależnie od podejmowanego ryzyka mogą być wątpliwe moralnie ze względu na intencje. Niekiedy stoi za nimi postawa „Jak dziecko będzie zdrowe, to urodzę, jak chore – to usunę”.

 

Inne okoliczności, które sprawiają, że w Polsce aborcja może być przeprowadzona legalnie, to ciąża będąca wynikiem czynu zabronionego. Chodzi o gwałt lub stosunek kazirodczy.
Sposób poczęcia nie ma wpływu na godność osoby. Jako katolicy musimy być w tym podejściu bardzo konsekwentni. Nie ma znaczenia, czy ktoś został poczęty w katolickim małżeństwie, pod kołdrą i po bożemu, czy w śmiałym seksie po pijanemu w kiblu na dyskotece.
Jeżeli w przypadku gwałtu mamy do czynienia z trzema osobami dramatu, to niewątpliwie niewinnymi ofiarami są kobieta i poczęte dziecko. I niech żaden idiota nie mówi, zwłaszcza prawicowy publicysta, że kobiety same prowokują do gwałtu. Takie słowa to hańba. W żadnych okolicznościach nie ma wytłumaczenia dla gwałtu. Winny jest ten, kto gwałci. A co się w takiej sytuacji dzieje? Najbardziej winny dostaje, jeśli w ogóle, lekko po łapach. Z całym humanizmem prawa. Niewinne dziecko jest zabijane, bo to stosunkowo łatwe, ono nie krzyczy. A kobiecie dokładamy kolejną traumę, bo zamiast wsparcia emocjonalnego i stworzenia warunków do tego, by mogła po urodzeniu oddać dziecko komuś, kto na nie czeka, otrzymuje złudną szansę „pozbycia się problemu”, a wręcz jest niekiedy do aborcji przynaglana. Sprawa nieco się komplikuje w przypadku kazirodztwa. To, że ojciec, brat czy kuzyn jest chamem i pijakiem, który zgwałcił córkę, siostrę czy kuzynkę, nie zmienia faktu, że poczęte dziecko jest osobą i ma swoją godność.

 

W trzecim przypadku ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia matki.
Tu jest przypadek, który ewentualnie można zniuansować. Jestem, przysięgam, zdecydowanym przeciwnikiem aborcji, ale tu jest ujęte to, o czym mówiliśmy wcześniej. Niekiedy są sytuacje bez wyjścia, w których niepodjęcie działania – nawet mogącego spowodować śmierć dziecka – będzie oznaczać śmierć dwóch osób.
Proszę zobaczyć, co robi Fundacja Rak’n’Roll. Przypadki kobiet będących w ciąży, które nagle wymagają gwałtownego leczenia onkologicznego, to w Polsce rzadkość. Fundacja znalazła lekarza, który prowadzi te trudne przypadki. Trudne to mało powiedziane. Ja ze swoim glejakiem nie mam takich dylematów jak te kobiety, co najwyżej mogę się leczyć lub nie. Natomiast te matki muszą dokonywać dramatycznych wyborów.
Czy leczyć się intensywnie i zaszkodzić swojemu dziecku, czy leczyć się mniej intensywnie albo odstąpić od leczenia, by dziecko było zdrowe? Jakiż to jest dramat! Urodzić dziecko i za chwilę je opuścić, bo przyjdzie nawrót choroby? Urodzić i opuścić dzieci, które już są na świecie, czy wziąć chemioterapię, przecież nie z założeniem zabicia dziecka, tylko z założeniem wyleczenia siebie? Odpowiedzi wcale nie są jednoznaczne.

 

Niestety na sam koniec kobieta zostaje sama, ze swoją decyzją, ze swoim sumieniem, z myślami i strachem. I właśnie dlatego uważam, że każda powinna podjąć decyzję sama, mając do dyspozycji ludzi trzeźwo myślących, a nie zastraszonych bądź stronniczych, takich którzy pomogą jej podjąć taką decyzję , z którą będzie w stanie żyć, dlatego możliwość wyboru jest taka istotna.

Niestety jeśli to co kipi od kilku dni w internecie to prawda ( na co biorę również poprawkę) Muszę przyznać, że ktoś naprawdę oszalał. Bo nie każda nadaje się na matkę, ok może powiesz…. to niech odda zaraz po urodzeniu. Tylko przed urodzeniem jest jeszcze 9 miesięcy, których na pewno nie będzie celebrować jak każda przyszła mama, a trucie i zaniedbywanie będzie rzutowało na jego przyszłość, nie każda jest tak odważna żeby stawić czoło niepełnosprawności, nie każda będzie w stanie patrzeć na śmierć zaraz po porodzie, jednak każda z nich będzie musiała żyć ze świadomością, że nosiła w sobie małe życia, i chyba to wystarczy…. to skomplikowany temat i nikt nie powinien podejmować tej decyzji za kogoś. Bo najwygodniej jest pochopnie oceniać i wygłaszać swoje zdanie nigdy nie będąc w takiej sytuacji.

K.