Kwestia płci

  
Zawsze bawi mnie, kiedy ktoś pyta mnie… patrząc na moje dziecko,

a czy to chłopiec, czy dziewczynka???

No tak, nie różowa od stóp po czubek głowy, bez Hello Kitty i innych atrybutów, które mogłyby chociaż w jakimś stopniu świadczyć o tym, że dziewczynka. Bawi mnie to okropnie, wiem, że nie powinno. Chociaż mam świadomość, że przywiązanie kolorów do płci w dalszym ciągu głęboko siedzi w każdym z nas i pomimo tego, że wiele mam stara się z tym walczyć, czasem ciężko kupić coś neutralnego. I nie myślcie, że jestem zwolenniczką gender czy innych bzdur, które jakiś polityk siedzący na wysokim stołku, usiłuje mi narzucić, bo co jak co, ale kwestia płciowości, jest dla mnie oczywista. Jednak na sam widok lalki, z małym siusiakiem, odpowiednikiem dziewczynki i chłopaka, gdzie na pudełku, widnieje +3, budzi we mnie bardzo mieszane uczucia i niepokój, a wręcz niechęć przed kupieniem takiego badziewia. Bo tak na dobrą sprawę po cholerę mojemu dziecku lalka z takimi, atrybutami?? Skoro mi jako dziecku wystarczyła lalka, wyglądająca jak człowiek (chociaż nie zawsze :D) dwie ręce, dwie nogi, głowa i ruszające się oczy i ot taki luksus dziurka między nogami, że niby sika… Pierwszą Barbie dostałam w wieku jakichś może 4-5 lat, była to ekskluzywna lalka z „eksportu”  bo tak rodzice nazywali, tatowe delegacje do Niemiec, ja pamiętam zabawki i słodycze, nie zastanawiałam się za wiele, dlaczego moja piękna wypasiona lala miała dwa szpice z przodu, skoro była lalką, grunt, że miała włosy do kostek, które po niedługim czasie robiły się coraz krótsze, błyszczącą kiecke, buty pod kolor i inne drobne akcesoria, które oczywiście wpadły w czarną dziurę, po opuszczeniu pudełka, przypuszczam że jest nas tu więcej, dziewczynek, które potraciły cenne skarby w czarnych dziurach pokojowych 😀 Nikt nie narzucał mi co mam lubić czego nie, miałam ochotę to bawiłam się fliperami nie miałam ochoty, to robiłam inne rzeczy. Już nie wspominając o tym, że w wieku 10 lat w dalszym ciągu biegałam za płot do koleżanek bawić się lalkami i misiami, byłam jak każde inne dziecko.

Swoje dzieciństwo wspominam z uśmiechem, pomimo tego, że nie byłam owocem bezstresowego wychowania i nie raz zarobiłam warzechą od babci, pomimo to dorośli się nie wpieprzali w nasze zabawy, jak chciałam to chodziłam po drzewach, jak chciałam pobawić się lalką to to robiłam, a jak pojeździć na rowerze, bawiąc się w policjantów i złodziei, nikt mi nie mówił, tego czy owego. No chyba, że moje zachowanie skutecznie uprzykrzało, życie na przykład przedszkolanką, z sąsiedniego przedszkola, które po 2 godzinach straciły cierpliwość i postanowiły złapać dzieciaki dzwoniące dzwonkiem, tą karę i wstyd pamiętam do tej pory :)

Więc teraz jak słyszę w wiadomościach, że jakaś pani rektor przedszkola w Trondheim postanawia odwołać bal karnawałowy dla dzieci bo nie chcą podkreślać stereotypów dotyczących płci to, szlag mnie trafia za przeproszeniem. Bo popatrz na swoją córeczkę, ok jak ma mniej jak 2 lata to jesteś jej w stanie ubrać prawie wszystko bo to Ty decydujesz kim będzie, ale kiedy zaczyna już kumać Frozen i inne bajki, spróbuj jej założyć na tyłek szopie gacie i maskę na głowę, kiedy ukochana bohaterka jej bajki nosi piękną turkusową suknię, warkocz i cudaśne dodatki. Tak się zastanawiam, czy to naprawdę jest takie złe, czy źle pojęty feminizm zaczyna uderzać niektórym do głowy, chociaż nie wiem czy można to nazwać feminizmem. Bo według mnie wszytko jest dla ludzi, ale w odpowiedniej ilości i mądrej interpretacji. Czytając artykuł, owa pani rektor broni się tym, że nie każda będzie mogła kupić piękną sukienkę księżniczki w sklepie z zabawkami. W takim razie skoro posiłkuje się takim argumentem, jak dla mnie kopie sobie sama dół, gołymi rękami, bo ważniejsze jest dbanie o brak płciowości, jak fakt braku rozmowy o, różnicach społecznych i uczenia dziecka od najmłodszych lat co jest ważne i ważniejsze. Dziecko i tak nie zrozumie tego co autor miał na myśli, a co gorsze może skojarzyć sobie, że przez dzieci z rodzin, z gorszą sytuacją finansową, nie może iść na zabawę, i to ich wina. Dziecko nie myśli jak dorosły, dlatego wiele rzeczy wydaje się mu o wiele prostsze. To przykre, że w dzisiejszym świecie, tak bardzo ingeruje się w świat dziecka, a zabawkami próbuje zapchać się poczucie winy, jakie niesie ze sobą życie, brak czasu i długie godziny spędzone w pracy.

Kiedy ja byłam dzieckiem, chłopiec był chłopcem dziewczynka, dziewczynką. Nikt nie narzucał niczego, robiłam to na co miałam ochotę chociaż, czasem słyszałam od starszych, że taka chłopczyca ze mnie :) mimo to nie przeszkodziło mi to w niczym i wyrosłam na (w miarę) normalnego człowieka.

Bo w dzieciństwie najważniejsze jest bycie dzieckiem i robienie tego na co się ma ochotę, jestem pewna, że wasi rodzice też nie wiedzieli o połowie waszych głupich pomysłów :) no chyba, że zdarzył się wypadek przy pracy i rozbiło się głowę lub rozcięło wargę 😉 Jednak to już inna historia. ?

Teraz pozostaje mi nacieszyć się widokiem mojego małego szopa, bo za rok będzie latać w blond peruce i niebieskiej kręconej do kostek ?

  
Miłego poniedziałku

K.