Koniec końców… będzie dobrze…

Ostatnio mało piszę, chociaż ochotę mam wielką, w poczekalni tkwi kilka tekstów, które cały czas staram się dopracować, doszlifować i coś cały czas jest nie tak… Cierpliwość się czasem kończy i mam ochotę zakończyć to wszystko, to co rozpoczęłam, ale nie to nie takie proste. Ten kamień już się toczy, a toczy się z górki, pędu nabrał i nie jestem w stanie go zatrzymać.

Kiedy urodziła się Emma, we mnie coś się zmieniło, czułam się podobnie jak wtedy gdy bardzo chce się pić, i bierze się te hausty jeden po drugim dławiąc się prawi, a one nie zaspokajają pragnienia, aż w końcu żołądek zapełnia się wodą i czuję, że mogę wziąć ostatni łyk, Nabrać wody do ust i zaspokoić pragnienie. Tak to dobre porównanie. Bo zaczęłam zajmować się wieloma rzeczami, na raz, dawało mi to poczucie, że nie utknełam w domu z dzieckiem, sama nie wiem co chciałam sobie udowodnić, panicznie bojąc się utraty kontakty ze światem, a jednocześnie udokumentowania, każdej najdrobniejszej chwili z życia mojego dziecka, bo czas tak szybko ucieka, siadając wieczorem chciało mi się płakać,bo czułam niedosyt, czułam zmęczenie, ale patrząc na moje śpiące dziecko, miałam ochotę podnieść przytulić, spędzić z nią więcej czasu, bo właśnie za szybko czas uciekał.

 

Wcześniej moje życie opierało się na dość prostym schemacie, a właściwie to mój system, harmonogram, plan dnia, był tak napięty, że nie myślałam o przyszłości, o tym co będę robić za 10 lat, nie miałam wielkich wymagań od życia, skupiona na sobie i swoich potrzebach, liczyła się tylko praca, a po pracy odreagowywałam na treningu, 7 dni w tygodniu.

Po urodzeniu dziecka zaczęłam myśleć, nie tylko o przyszłości, ale o wszystkim, mieć pragnienia, chcieć czegoś więcej od życia… Kreatywna byłam zawsze i od dawna lubiłam robić ładne rzeczy, maszyna dała mi całkiem inne możliwości… Wcześniej zastanawiałam się dlaczego tak jest, że za kocyk z Minky krzyczą sobie tyle pieniędzy… Teraz wiem ile to pracy kosztuje, jaki to wredny do szycia materiał, na który trzeba znaleźć sobie swój sposób, na którym zęby zjadłam, aż wreszcie po wielu próbach i błędach, znalazłam swój sposób na niego, teraz wiem jak wiele pracy to kosztuje, jak wiele serca się wkłada w handmady, bo tego się nie robi dla pieniędzy, bo pieniądze z tego żadne, ale ile przyjemności i radości daje uśmiech drugiej osoby, tego się kupić nie da.

Nie piszę dużo, bo postanowiłam, kończyć to co zaczęłam, postanowiłam ogarnąć się trochę, co nie znaczy, że rezygnuję z czegokolwiek. Postanowiłam zrobić krok w stronę profesjonalnej fotografii. Dokończyć projekty, które kiedyś zaczęłam. Kończę bo wiem, że już niedługo, mój dzień niestety ulegnie zmianie i niestety niewiele czasu zostanie na to co lubię, większość dnia zajmie praca. Teraz już nie mam wymówki… Dziś dostałam wiadomość…. bo tu wszystko się mailowo odbywa… Młoda dostała przedszkole, najpierw się ucieszyłam, a później jak doszło do mnie, że nie będę się Nią cieszyć cały dzień, to nie było mi wcale wesoło. Teraz mam 1000 myśli i wiem, że każda przez to przechodzi. Boję się i zastanawiam czy jeszcze nie za wcześnie, czy nie powinnam się wstrzymać, kiedy zdrowy rozsądek mi mówi, że nie ma czego się bać bo większość dzieci w Norwegii rozpoczyna przedszkole w tym wieku. Nie chcę zmieniać swojego życia, lubię być kurą domową. Spełniać swoje pasje. Mam nadzieje, że kiedyś uda mi się spełnić swoje marzenia. Teraz myślę, że mimo wątpliwości, będzie dobrze.

K.

2 comments

  1. AP says:

    Każda ryczy pierwszego dnia gdy ma zostawić maleństwo i iść do pracy :)
    będzie lepiej niż Ci się wydaje Kasiu :*

    • Kasia says:

      Ja wiem :) ale sama wiesz jak to jest, na początku wszystko jest straszne, a najstraszniejszy jest nasz strach 😀

Comments are closed.