Już jestem

  Od jakiegoś czasu mało pisze, prawie wcale… Mało, bo uważam, że lepiej nie napisać nic niż marudzić i wylewać potoki, ba rzekę frustracji tutaj… Fakt, faktem ostatnie 3 miesiące nie były dla mnie za łaskawe w wolny czas, w pewnym momencie miałam wrażenie, że znów popadłam w rutynę i wszystko robiłam wręcz automatycznie, kończyło się to na tym, że chodziłam przemęczona, zniechęcona, nie pamiętałam co gdzie położyłam, pierdoła przeradzała się w kłótnie, kłótnia w frustrację, frustracja w niechęć i tak błędne koło toczyło się z górki z coraz większą prędkością. Potrzebowałam złapać oddech. Jednak warunki nie sprzyjały. W końcu po zmianie mieszkania, uporaniu się z całym bajzlem, wyprawieniu mojej kochanej mamy do domu i złapaniu konkretnej grypy, miałam na to cały tydzień. Na uporządkowanie w głowie wszystkiego, na zebranie myśli, na postawienie sobie nowych celów, na zastanowienie się na sobą i swoją przyszłością. I wreszcie na odpowiedzeniu sobie na jedno cholernie ważne pytanie… czy ja jestem szczęśliwa? Nie myślę tu w kwestii rodziny bo drugą połówkę wybrałam sobie sama i mogłabym iść z zawiązanymi oczami trzymając go za rękę bo wiem, że nawet jeśli wpadlibyśmy w przepaść… to razem. Nie myślę tu o dziecku, które jest najważniejszym MINI na świecie, choć czasem doprowadza mnie do szaleństwa, chociaż czasem jak krzyczy mam ochotę wyskoczyć przez balkon… TAK bo już mam balkon 😀 Mówię tu o tym co zabiera 8 godzin od poniedziałku do piątku mojego cennego życia, tak praca, właśnie o niej mowa… Powrót był ciężki… Podwójnie ciężki, bo w tym samym czasie jedenastomiesięczna Emma rozpoczynała przedszkole, bałam się cholernie… chociaż wiedziałam, że nie ma czego, wszystko mnie denerwowało, a najbardziej szef, którego cielęce oczy i Pinokjowata twarz codziennie z głupim uśmiechem witała mnie słowami ” i co dziś jesteś wypoczęta i gotowa do pracy”, -oczywiści- myślałam sobie w głowie, – a te wory pod oczami i kolor topielca to mój nowy image-, na szczęście w prace zawsze można zmienić… Więc teraz skupiam się na ostatnim irytującym mnie czynniku, teraz kiedy zmieniłam środowisko jestem pełna optymizmu. 2015 był szczególnym dla mnie rokiem, poznałam wielu wspaniałych ludzi i nawiązałam wiele znajomości, które pozostaną na dłużej, spotkałam osoby dające mi siłę do działania i motywujące w wyjątkowy sposób, których osiągnięcia i determinacja sprawiają, że człowiek po prostu wie, że jak się chce to można – tak Siostra tu o Tobie jest mowa, nikt tak jak Ty nie zmotywował mnie dawno, Dziękuję, że byłaś i za te ostatnie słowa i mam nadzieję, że pozostaniesz na długoooo :)

Wiele wspaniałych i przełomowych momentów, wiele trosk i radości 2015 był z pewnością jednym z najlepszych lat w moim niespełna trzydziestoletnim życiu.

Taki misz-masz dzisiaj, ale musicie mi wybaczyć, dawno mnie tutaj nie było i musiałam się wygadać! Do poczytania już niedługo.

  
 

K.