Cztery gwiazdki

_dsc4550

Święta, święta…

Po prawie pół roku, wchodzę tutaj, dziękuje Bogu za inteligentne zapamiętywanie haseł, bo gdyby nie ono, przepadłoby wszystko.

Zamiast siedzieć z nosem w kuchni i po uszy w mące. Ja siedzę, w jednej ręce trzymam kawę, zimną, z wyboru. W drugiej bujam kolkową Hanie, bo rubasznie rozsiadła się u nas i od miesiąca zabawia całą rodzinę. I siedzę sobie tak i zastanawiam się nad pomysłem na święta idealne, z dwójką małych dzieci i z brakiem czasu i chęci na gotowanie, pieczenie, sprzątanie. Pewnie marzyłaś o pięknych świętach rodem z Instagrama… No cóż za rok na pewno się uda, jednak nie wszystko stracone… Otóż to! Wystarczy tylko dobry plan i wszystko można pogodzić.

Grunt to znaleźć swój złoty środek.

Opcja dla leniwych

Za kasę zaoszczędzoną na prezentach dla całej rodziny, kupujesz szybko jakieś last minute z all inclusive, do ciepłych krajów, nie jesteś gotowa na święta w domu, to co za różnica gdzie je spędzisz, a jak wiadomo lepiej narzekać, że znów piasku nawłaziło we wszystkie otwory jak, że mak z zakalca utknął ci w zębach. Plusem takiego rozwiązania jest to, że generalnie grzeje cię, ten rozwalony jogurt, rozmazany ślizgiem prostym po podłodze, oknie i łóżku… nie Ty tu sprzątasz, Ty za to zabierasz z wieszaka kapelusz, ręcznik i sprawcę zdarzenia. Spokojnym krokiem udajesz się nad hotelowy basen, gdzie sprawca zostaje oddany w troskliwe ręce grupy animatorów, następnie nieco szybszym krokiem dołączasz do swojej drugiej połówki na basenie, zabawiającej najmłodszego członka rodziny.

Plusy:

nie gotujesz, nie sprzątasz, nie pierzesz, nie walczysz z buntownikiem, nie musisz się stroić, bo w 35 stopniach i w basenie wszystko i tak spływa w moment. Opalenizna.

Minusy:

W dalszym ciągu pusty portfel po świętach, brak barszczu z uszkami.

 

Opcja dla rodzinnych

Opcja jest ta o tyle łatwiejsza dla wszystkich mających tradycyjne babcie, które z otwartymi ramionami zapraszają pół rodziny na wielką kolację wigilijną, która ciągnie się aż do drugiego dnia świąt, dom jest pełen ludzi, jedni wchodzą inni wychodzą, dzieci przekazywane z rąk do rąk, a ty masz czas spokojnie wsunąć kawałek sernika kiedy ciocia Jadzia ciućka młodsze, do którego ustawiła się pokaźna kolejka chętnych, a dziadek Leon goni starsze po kuchni…

Jeśli jednak twoja opcja jest niestety nowoczesną babcią i postanowiła w tym roku spędzić święta po swojemu, wylegując się pod palemką ze swoim nowym przyjacielem sącząc herbatkę Long Island, albo spędza święta w pracy lub po prostu liczy na to, że to ty ją zaprosisz… Bo przecież i tak siedzisz w domu z dzieckiem i nie masz nic lepszego do roboty jak kleić pierogi, piec serniki i gotować barszcze. W końcu masz URLOP macierzyński, a z tego co każdy wie to na urlopie się odpoczywa, więc nie zaszkodzi ci trochę przerwać ten odpoczynek i popracować chwilę w kuchni. W takim przypadku musisz dobrze i odpowiednio wcześnie rozplanować swoje święta, teren badasz około 3 tygodnie wcześniej, dzwoniąc po rodzinie i przyjaciołach, wyczuwasz odpowiedni moment i PUFFF…… nawet nikt nie wie jak to się stało, że siedzisz przy suto zastawionym stole, a kuzynostwo zabawia twoje pociechy. Każdy dzień spędzasz u kogoś innego w dobrym towarzystwie z pełnym brzuchem, zachwycając się jak te dzieci szybko rosną, patrząc na nastoletnią córkę kuzynki, która jak kosztowny animator zabawia twoje maluchy. Spędzasz miło czas.

Plusy:

nie sprzątasz, nie pieczesz, nie gotujesz, z buntownikiem walczysz jedynie o założenie butów na wyjściu, gdyż zajęta świetną zabawą zapomina, że pora iść do domu, następnie już w domu walczysz o zdjęcie butów, na plusie z pewnością będziesz parę kilo i centymetrów, po tej wyżerce u cioci Haliny.

Minusy:

zgaga, wzdęcia i wkurzająca kuzynka, która zawsze wszystko wie najlepiej i ma czarny pas w dawaniu dobrych rad, na co grzecznie się uśmiechasz, aż ci policzki zdrętwieją, słuchasz piąte przez dziesiąte, przytakujesz, dziękujesz i odchodzisz w pokoju… bo pamiętaj… mamy święta…

 

Opcja tradycyjna

Na tydzień przed świętami zaczynasz gotowanie i sprzątnie, do domu znosisz całe siaty żarcia, jakby co najmniej było was dziesięcioro, gotujesz 12 wigilijnych potraw w pełnym wymiarze, pieczesz 3 podstawowe ciasta piernik, makowiec, sernik. Makowiec okazuje się zakalcem więc wkur… przepraszam święta idą… zdenerwowana do łez rzucasz makowiec ptakom, a ty zaczynasz walkę z mazurkiem miodowym, opcją awaryjną, przychodzi twój małż z którym regularnie raz dziennie zaliczasz kłótnie o sprzątanie, o istotny czas i o jego spanie na sofie… Tym sposobem w Wigilie rano masz zajęte wszystkie garnki, hektolitrami zup, bigosów, uszków i barszczów, pierogi, kutie, śledzie, karpie, kapustą pachnie wszędzie, nawet głęboko w szafie na piętrze w sypialni… Z wywalonym jęzorem ubierasz szybko choinkę. Po raz setny odkurzasz już i tak wylizaną podłogę, bierzesz prysznic i zaczynasz świętowanie, po drodze zaliczając jeszcze kilka nerwowych sytuacji, bo przecież na zdjęciu przy choince wszystko musi być idealnie, a Młoda zamiast stać spokojnie to targa piernik z choinki, małż zamiast ubrać strój galowy, wystroił się w jeansy i ogolić się zapomniał… przecież nie pokażesz się tak światu… bo fejsbuk nie wybacza… nigdy… Po kolacji wigilijnej schodzi adrenalina, a ty padasz bez siły na sofę, odpuszczasz Pasterkę i już do końca świąt siedzisz w domu obżerając się tym co nagotowałaś. Nie masz siły na gości, więc wszystkim puszczasz jakieś niewinne kłamstewko o dziecku biegunką, bo kto normalny o zdrowych zmysłach chciałby cię zaprosić po takiej informacji…. po świętach, mrozisz 2/3  jedzenia… Dochodzisz do wniosku.. za rok na pewno nie będę tyle gotować… deja vu 😀

Plusy:

masz dużo pysznego jedzenia

Minusy:

stres, naburmuszony małż przez całe święta, masz stanowczo za dużo jedzenia i za mało w portfelu,

 

Opcja Moje Święta

Ku zaskoczeniu wielu osób choinkę ubieram na dwa tygodnie przed świętami, taką mam tradycje, wynika to głównie z tego, że drzewko po sylwestrze ląduje na specjalnym miejscu gdzie można gratis zutylizować chochoła, gotuje to na co mam ochotę i czas, nie eksperymentuje, nie gotuje jak dla pułku wojska, w lodówce mam wielką paczkę parówek… co się będę oszukiwać, moje dziecko ma gdzieś uszka, barszcze i bigosy, jogurcik waniliowy i parówka musi być…. Wigilię spędzamy rodzinnie… Bo na co dzień brak czasu spokojnie zjeść razem. Od tego roku zrywam z perfekcyjną panią domu 😀 przynajmniej do czasu kiedy moje skrzaty nie podrosną. Nie odkurzyłam każdego kąta, nie wyszorowałam łazienki, nie zmyłam podłóg. Nie oszukuje się, że jaka wigilia taki cały rok… Nie planuje, nie naciskam, co nam się zachce to zrobimy. Hancię męczą straszne kolki… więc z uwagi na jej brzuszek odpuszczamy wiele rzeczy. Dzieci to super wymówka na wszystko, bez świecenia oczami i wyrzutów sumienia… Nikt nie zadaje zbędnych pytań 😛

Z pewnością będą to całkiem inne święta jak dotychczas, już się doczekać nie mogę 😀

 

Tak pół żartem, pół serio.

Wszystkim Wam życzę rodzinnych świąt, spania do późna i samych smakołyków na stole…

Spędzania czasu z tymi, których kochacie, albo chociaż bardzo lubicie, jak najmniej wrednych kuzynek czy uperdliwych cioć.

Tym dającym dobre rady, życzę żeby słowa w czyny zamienili i pomogli, bo gadać każdy potrafi, a już zrobić to nie wielu

Apel do karmiących… Nie dajcie sobie wmówić… Bąki mamy nie przechodzą do mleka….

 

Dla siebie też mam listę:

Dotrzymania obietnic danych samemu sobie…

Mniej oceniać, więcej rozumieć,

Wierzyć w dobro i pomagać,

Pamiętać o tym, że ważne z kim, a nie gdzie…

Doceniać momenty, bo każda chwila nawet ta najtrudniejsza, już nigdy nie wróci..

Trenować, ciało i umysł…

Modlić się…

Wierzyć…

Kochać niezależnie…

Pogodzić się z przeszłością…

Pogodzić się z tym czego nie da się zmienić…

Pokochać siebie na nowo…

Być lepszą żoną, mamą, przyjaciółką, człowiekiem….

Pracować na marzenia….

 

 

Wesołych Świąt kochani i wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku

Ci co mogą niech wypiją moje zdrowie….

Do zobaczenia w 2017

K.