Czas

_DSC3852

Jak nieświadoma byłam pojęcia czym jest czas, przekonałam się dopiero, kiedy urodziła się Emma. Wstawałam, a tu nagle godzina 13, a ja bez śniadania, jak tu jeść śniadanie, jak już pora na obiad. Dopiero co skończyła jeść, a tu już krzyczy bo głodna. Tak pierwszy tydzień z Misią w domu, zleciał nawet nie wiem kiedy i szczerze powiedziawszy niewiele z niego pamiętam. Poza tym jak sobie nie radziłam i jak mi hormony kipiały. Czułam się jak  chodzący wulkan emocji i hormonów, jak bomba z samozapłonem. Wszystko doprowadzało mnie do szału. Czułam się koszmarnie,miałam ochotę zamknąć się gdzieś z dzieckiem i nie słuchać pomocnych rad, bo co ktoś może wiedzieć. Przecież to ja jestem matką. No cóż, na własnej skórze przekonałam się, że macierzyństwo to nie tylko słodki bobasek i bajkowe opisy wycięte z artykułów jak to pięknie być matką. To ciężka praca i bolesna nauka, trudne początki, ale całe to piękno zaczyna się właśnie teraz kiedy hormony nie szaleją, a My znamy się już troszkę bardziej.

pom Teraz wiem jak bardzo nieświadoma byłam tego jaki jest cenny jest czas, jak szybko przemija i jak bardzo go marnuję. Tak, dziecko, może się to komuś wydać banalne, ale to właśnie dziecko otworzyło mi oczy na świat, odkryło przede mną, to co zawsze było obok, ale tego nie potrafiłam dostrzec. Zawsze byłam zajęta czymś, zabiegana, dbałam o dom, o siebie i o innych. Wszystko musiało być idealnie i według planu, mojego planu oczywiście. Wszelkie odstępstwa były niemile widziane. Jakże ciężko mi było na początku, jak mi brakowało tego planu tego, że nic nie jest na czas, a wszystko jest uzależnione od mojego nieporadnego guzdrania się.  Jak ja byłam na siebie zła, że JA nie mam na to sposobu, na ogarnięcie, na okiełznanie tego całego macierzyństwa, tego że zawsze potrafiłam sobie poradzić, ZAWSZE, a teraz leży przede mną 3,5 kg żywej wagi i płacze, a ja nie wiem o co płacze, dopiero co zjadło, książkowo się odbiło głośno i donośnie, pampuch czysty i suchy, a płacze dalej, chce na ręce, więc podnoszę gdzieś z tyłu głowy słyszę głos znajomy -tak, tak naucz nosić to później z rąk nie będzie schodzić-, no ale co zrobić, noszę bo nie płacze, noszę bo jestem mamą, noszę bo sama nie wiem jaki mam do końca stosunek do noszenia. Ja to lubię, Ona to lubi, wiec tak będziemy się nosić, na przekór każdemu. Noszę bo za chwilę zacznie chodzić i już na rękach nie usiedzi, i jeszcze będę tęsknić do tego noszenia. I nawet o 2 w nocy gdy zasnąć nie może, a moje plecy i nadgarstki mają ochotę wstać i wyjść, biorę i noszę bo jestem mamą i chcę, chcę żeby moje dziecko czuło, że będę zawsze obok i będę je nosić i tulić, nawet jak już będzie na tyle duże, i w głowie będzie myślało -mamo weź, to obciach- , będę zawsze obok. Czas, właśnie teraz ,tak bardzo zdaję sobie sprawę z tego, jak mało go mam. Jak mało, na każdą tak ważną chwilę. Czasem sobie myślę jakie to wszystko jest niesprawiedliwe, życie mija za szybko, wręcz przelewa się nam przez palce. Ludzie przychodzą i odchodzą, tylko z różnicą taką,że odchodzą zwykle za szybko jak jeszcze nie jesteśmy na to gotowi, ale to lekcja tak ciężka do pojęcia, że co jakiś czas życie uczy jej nas na nowo, tak boleśnie i głęboko. Nie ważne jest jutro, ważne jest TU i TERAZ. Ludzie w okół nas pielęgnowanie, tego co mamy i tolerancja, by nie dać sobie wejść na głowę. Zwolnić trochę i poświęcić energie na to co ważne i to co drogie. Zrezygnować z ludzi, którzy ciągną w dół i podjąć, czasem może i trudne decyzje, odważyć się, bo gdyby nie TO nie byłoby mnie TU.

_DSC3859

Postanowiłam zmienić coś, a zaczęłam od SIEBIE. Czasem jest ciężko, ale codziennie się zmagam raz wygrywam, raz przegrywam, ale już wiem kiedy i jakie błędy popełniam. Staram się kontrolować i z dnia na dzień jest lepiej. Teraz wiem, że nie warto tracić czasu na denerwowanie się, że znów jest nie poodkurzane, a podłoga nie zmyta od kilku dni, bo to nie ucieknie – jeszcze nie słyszałam, żeby „koty” z pod sofy uciekły – . Tak więc zostawiam „koty” w spokoju i poświęcam czas temu co ważne, a jak będzie czas to i porządek się zrobi. Najważniejsza teraz jest ta mała Kruszynka i wszystko co z nią związane, bo teraz wszystko robi po raz pierwszy i szkoda byłoby to przegapić, wiec doceniam każdą chwilę, ten uśmiech rano jak się budzi i ten o 2 w nocy kiedy, jak ja próbuje jej włożyć smoczek, a ona z uśmiechem od ucha do ucha, wypluwa go mówiąc głośno -aguuu- i wszystkie radosne chwile i wszystkie ciężkie chwile, doceniam i biorę pełnymi garściami, bo świadomość, że już nigdy się nie powtórzą, dławi mnie w gardle,a łzy napływają do oczu, jak wtedy, gdy Tata umierał i wiedziałam,  że tyle straciłam i świadoma tego, że ta chwila już się nie powtórzy i zła byłam na cały ten świat, na system, na to jakie, się stało życie, na konsumpcjonizm i jego skutki, na siebie, na Boga. Brak czasu dla najbliższych i wieczna pogoń za czymś, za czym gnać nie warto. Po raz kolejny złapałam się na tym jak łatwo wpaść w ten wir z powrotem, ale teraz wiem i w głowie powtarzam sobie jak mantrę, że to co ważne jest na wyciągnięcie ręki i co najważniejsze jest za darmo.

Więc doceniam ten czas, który biegnie zdecydowanie za szybko, bo już niedługo będę musiała wrócić do pracy i czasem sobie tak tylko marzę, że rzucam to wszystko i wyjeżdżam gdzieś na koniec świata gdzie jest tylko to co ważne. Jak w tym dowcipie…

-Może by rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady- :)

_DSC3864K.